czwartek, 19 stycznia 2012

3.


Po wczorajszym spotkaniu nic nie pozostało, muszę jednak przyznać, że potraktowałam to wyjątkowo obojętnie. Nie miałam ochoty na spotkania w ramach wynagrodzenia. Lepiej byłoby w tym czasie popracować nad swoją niezdarnością by nie oblać kawą kolejnej, może tym razem bardziej przywiązanej do ubrać, dziewczyny.
            W drodze powrotnej cały czas powtarzałam sobie, żeby czasami, tak całkiem z przyzwyczajenia, nie zadzwonić do Melanie i nie opowiedzieć jej o spotkaniu. Jakoś nie miałam ochoty na wyciąganie ze mnie najmniejszych szczegółów jego zachowania. No bo co, miałam jej powiedzieć, że cały czas się szczerzył? Tak serio, to trochę sztucznie to wyglądało. Chyba jednak nie przekonałam się co do osobowości gwiazdek popu.
            Przeżyłam spotkanie i na tym koniec.
            Zaparkowałam samochód ojca na podjeździe przed domem i zabrawszy torbę szybko weszłam do domu.
PO ZAJĘCIACH, KOLEJNEGO DNIA
            - W końcu jesteś. – usłyszałam głos taty z kuchni – przyda nam się każda para rąk. idź proszę i pomóż swojej matce. – oznajmił spokojnym głosem.
            - Jakieś święto? – położyłam torbę na szafce w korytarzu bez żadnego zamiaru wymigania się od pomocy mamie.
            - Proszę cię, dokończ za mnie kroić warzywa. – mama na wejściu dała mi zadanie kompletnie ignorując moje pytanie.
            - Dowiem się co tu się dzieje? – zapytałam ponownie kiedy tata znowu szedł do kuchni.
            - Twoja matka organizuje kolacje z okazji urodzin tej starszej pani Woods, która mieszka sama, kilka domów dalej od nas. Zaprosiła wszystkich sąsiadów.
            - To miły gest. – westchnęłam lekko rozczarowana. Znając moją mamę będę musiała siedzieć z nimi przy stole cały czas i odpowiadać na pytania sąsiadów, które zawsze dotyczą szkoły. Jakoś to nie jest mój ulubiony temat do rozmów.
            - Pete też będzie. – dodał wychodząc ponownie do jadalni zastawiać stół.
            Uśmiechnęłam się do siebie i mało nie pokroiłam palca razem z marchewką. Dawno się nie widzieliśmy, a to źle. W zasadzie to nawet nie wiem z jakiego powodu bo przecież jako para powinniśmy się częściej widywać. Dlatego strasznie ucieszyłam się, że po kilku dniach rozłąki znowu zobaczę swojego chłopaka.

KILKA GODZIN PÓŹNIEJ, CZAS KOLACJI
            Dostałam dosłownie pięć minut wolnej chwili od mamy na to by się przebrać. Robiłam to w błyskawicznym tempie, nawet nie wiedziałam, że mnie na to stać. Kiedy już udało mi się wygrać z czasem zbiegłam do kuchni i pomogłam mamie układać misy z jedzeniem na środku stołu.
            Starsze sąsiadki jak zawsze stawiły się przed czasem, zdecydowanie zbyt długo przed czasem. Dodatkowo, jak to one, przygotowały kolejne porcje jedzenia, które moja mama, chyba z czystej grzeczności, również ustawiła na stole.
            Stół był zapełniony. Czekaliśmy już tylko na tych, który trzymali się umówionego czasu. Znaczy.. rodzice na nich czekali, żeby rozpocząć kolację. Ja czekałam tylko na jedną osobę.. od samego początku..
            Mama sobie radziła, z mała pomocą taty, ale jednak. Przynajmniej ja i moje rodzeństwo mieliśmy spokój od pomagania przy przygotowaniach kolacji. Mimo to nie mogłam usiedzieć w miejscu wiedząc, że zaraz stawi się tu ktoś taki jak Pete Marshaw.
            Po jakimś czasie usłyszałam warczenie silnika hondy pod naszym domem. Podbiegłam do okna i zauważyłam postawnego chłopaka w czarnej kurtce zdejmującego kask. Z niecierpliwością czekałam aż usłyszę dzwonek do drzwi.
            Nie musiałam czekać długo.
            Kiedy tylko pukanie rozległo się po domu rzuciłam się do drzwi niemalże biegiem i szeroko uśmiechnięta otworzyłam je.
            - Cześć mała. – czarującym uśmiechem powitał mnie stojący przed drzwiami siedemnastolatek. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej i rzuciłam mu się na szyję. Przekroczył próg mieszkania obejmując mnie i lekko unosząc ponad ziemią po czym postawił mnie i przywitał się z gośćmi.
            Usiedliśmy obok siebie. Uśmiechałam się cały czas. Zerkałam na jego niesamowite kości policzkowe i blond kosmyki włosów, które tylko doskonaliły jego wygląd.
            W pewnej chwili poczułam jak jego palce splatają się z moimi pod stołem. Zachichotałam i ścisnęłam jego dłoń.
            Kolacja przebiegała w miłej atmosferze. Nie obyło się bez pytań skierowanych do mnie i reszty dzieciaków przy tym stole, ale nie było Aż tak źle. Wcale nie musiałam dużo mówić, ani tłumaczyć niczego skomplikowanego. Nie miałam również dziwnego napadu nagłej chęci mówienia co zawsze mnie kompromitowało. W takim momencie plotę co mi ślina na język przyniesie, bez opanowania ani zastanowienia się chociaż nas tym co mówię. To zdarza się tylko podczas kiedy za bardzo nie chcę się zbłaźnić i staram się powiedzieć coś co choć trochę mogłoby przypominać coś mądrego.
            Kiedy wszyscy już wyszli, a jubilatka stała jeszcze w korytarzu z mamą dziękując jej za wszystko. Słyszałam jak ciągle powtarza, że Bóg jej to w dzieciach wynagrodzi. „ Ta, jeszcze czego” – myślałam. Mam już dwójkę rodzeństwa i wystarczy. Jakoś nie widzi mi się zostawanie w domu popołudniami w domu celem zaopiekowania się dzieckiem.
            Pete również postanowił zostać dłużej i pomagał mi w zmywaniu naczyń. Przyniósł kolejną porcję talerzy ze stołu i zaczął wycierać umyte już naczynia.
            Przyglądał mi się przez dłuższą chwilkę – pozwolisz mi zabrać cię na mały spacer? – uśmiechnął się nie odrywając wzroku.
            - Spacer? – nasze spojrzenia się spotkały. Obejrzałam się za okno – w sumie.. czemu nie? Rodzice chyba nie będą mieli nic przeciwko, ale jak to skończymy.
***
            Usiedliśmy na ławce. Bardzo blisko siebie. Spojrzał na mnie, uśmiechnął się czule po czym objął mnie umięśnionym ramieniem. Oparłam głowę na jego barku i zapatrzyłam się w dal unosząc kąciki ust.
            To tylko trzy dni, a tak bardzo za nim tęskniłam.
            Poczułam jak unosi mój podbródek i składa czuły pocałunek na moim czole. Sunął ciepłymi wargami po policzku. Połączyliśmy się w namiętnym pocałunku..