niedziela, 22 stycznia 2012

4.


Odprowadził mnie pod same drzwi. Razem z moim tata mają obsesje na temat pozwalania mi chodzić samej ulicami miasta, kiedy słońce już dawno jest na drugiej półkuli.
            Rzuciłam się na swoje łóżko trwając nadal w przyjemności jaką sprawiała mi jego bliskość i uśmiechałam się sama do siebie jednocześnie już tęskniąc za Petem.
            Usłyszałam dźwięk sms’a i od razu rzuciłam się w stronę biurka, na którym leżał telefon z nadzieją, że to Pete wysłał mi jakąś przeuroczą wiadomość.
„ Więc kiedy masz czas na kolejne spotkanie w ramach przeprosin? ;)”
            Justin.
            No tak, wymieniliśmy się numerami. Tylko dlaczego ja to zrobiłam?
            Usiadłam na łóżku i zaczęłam uderzać telefonem o otwartą dłoń zastanawiając się co mu odpisać. Jakoś nie miałam ochoty na kolejne, bezsensowne spotkanie „w ramach przeprosin”.
„ Nie wiem. Jak będę miała czas to dam znać.”
            Nie chciałam być niemiła, więc odpowiedziałam zostawiając możliwość kolejnego spotkania. Jednak tak naprawdę, na jego miejscu nie żywiłabym zbyt wielkiej nadziei.
PONIEDZIAŁEK, SZKOŁA
            Pete przyjechał rano pod mój dom budząc wszystkich sąsiadów warkotem silnika swojego motocykla. Nie musiał bo mieszka jedynie kilka domów dalej, ale naprawdę był zafascynowany swoim nabytkiem, długo na niego pracował i od czasu kiedy w końcu udało mu się go kupić, jeździł nim wszędzie i wykorzystywał każdą okazję żeby się przejechać.
            Tym razem celem była moja szkoła.
            Uśmiechnęłam się kiedy dostałam wiadomość o treści „Już na Ciebie czekam, nie każ mi czekać ;)”. Od razu rzuciłam się do okna po czym, nie dokańczając śniadania, chwyciłam torbę i wybiegłam przed dom.
            - Cześć. – uśmiechnęłam się stając tuż przed nim.
            - Dzień dobry – odwzajemnił uśmiech i musnął mój policzek obejmując mnie w talii.
            Moim rodzicom zdecydowanie nie podobał się pomysł moich wypraw motocyklowych z Petem. Uważali ten środek transportu za zbyt niebezpieczny i zdecydowanie woleli prowadzić dyskusje na temat, którym samochodem mogłabym pojechać do szkoły, mamy czy może taty? w czasie trwania ich dyskusji, zajęcia mogłyby spokojnie potoczyć się dwa razy.
            Siedemnastolatek podał mi kask i wsiadł na pojazd. Wślizgnęłam się za nim i mocno objęłam go w pasie. Uruchomił silnik. Poczułam jak napinają się jego mięśnie gdy chwytał kierownicę i wtedy objęłam go mocniej opierając na głowę na jego plecach. Ruszył zostawiając za sobą echo warczącego silnika.

            Przed budynkiem szkoły oboje zeszliśmy z motoru. Uśmiechnęłam się w jego stronę i chciałam już iść kiedy poczułam jego dłoń ściskającą mój nadgarstek i ciągnącą z powrotem do niego.
            Zatrzymałam się bardzo bardzo blisko niego.
            - Chciałaś tak po prostu sobie pójść? – uśmiechnął się mówiąc cicho. Oparł swoje czoło na moim patrząc mi w oczy.
            Uniósł swoje dłonie ciągnąc za nimi moje. Popatrzył na nie i splótł swoje palce z moimi. Uśmiechałam się patrząc na nasze splecione razem dłonie. Nasze spojrzenia ponownie się spotkały.
            Przysunęłam twarz do jego delikatnie unosząc się na palcach. Pocałowałam go czule opuszczając nasze dłonie na wysokość bioder.
            - Chyba oboje powinniśmy już iść.. – powiedziałam niechętnie odrywając się od niego – nie chcę żebyś się przeze mnie spóźnił.
            - Mhm.. – przytaknął odsuwając się. Po chwili jednak odwrócił się i musnął jeszcze raz moje usta uśmiechając się – ale spotkamy się wieczorem?
            - Tak. – odpowiedziałam niemalże automatycznie z szerokim uśmiechem po czym zniknęłam za drzwiami budynku.

PRZERWA ŚNIADANIOWA
            - Destiny! – usłyszałam jak Melanie wykrzykuje moje imię z drugiego końca stołówki. Właśnie usiadłam przy jednym ze stolików gdy ta podbiegła zasapana. – Opowiadaj! Dlaczego nie dzwoniłaś?! – oburzonym tonem dalej wykrzykiwała usiadłszy obok mnie.
            - O czym mam ci opowiadać? Przecież dobrze wiedziałaś, że Pete wróci po trzech dniach. – odpowiedziałam lekko zaskoczona, chociaż wcale nie powinno mnie to dziwić.
            - Jak to o czym? Idiotke ze mnie robisz? Jak spotkanie? Nawet gazety już o tym napisały, a ja nadal się nie dowiedziałam - w tym momencie rzuciła mi pod nos swój ulubiony magazyn z Bieberem na okładce.
            - No to co? – spojrzałam na okładkę – śledzą go przecież cały czas – warknęłam – a spotkanie jak spotkanie. Nic się ciekawego nie wydarzyło, nie oczekuj za wiele.
            - To nie zmienia faktu, że spotkałaś się z kimś takich i mogłabyś zdać relacje przyjaciółce, która ci już to wybaczyła.
            Zmierzyłam ją wzrokiem. Wybaczyła? A co ona miała do wybaczenia? – przecież mówię ci, że naprawdę nic wartego opowiadania się nie wydarzyło. Spotkaliśmy się i rozmawialiśmy przy kawie. Miły gość.
            - Oh, miły..?
            - Melanie.. – usłyszałam w jej głosie ten sugerujący ton – wiesz, że mam Pete’a i jestem z tego zadowolona. Nie zamierzam nic zmieniać.
            - Serce nie sługa.. – ciągnęła dalej nie zmieniając tonu swojego głosu.
            - Mel! – prawie, ze krzyknęłam – kocham Pete’a. Moje serce wybrało jego.
            - Dobra, dobra. – po jej głosie można było wywnioskować, że to i tak nie koniec tego tematu. – chwaliłaś się Pete’owi?
            - Tym spotkaniem? Nie.. i chyba lepiej żeby nie wiedział. Wiesz jaki jest..
            - Będziesz go okłamywać?
            - Do cholery.. jak to okłamywać? Co ty wygadujesz? To było raptem jedno spotkanie, bezsensowne. Nie ma o czym gadać.
            - Dlaczego ty mnie nigdy nie rozumiesz? – oburzyła się Melanie – Próbuję ci powiedzieć, że z chorobliwą zazdrością twojego faceta, lepiej żebyś mu o tym powiedziała zanim zrobi to ktoś inny.
            - Od kogo niby miałby się dowiedzieć?
            - Dziewczyno! Jeżeli ktoś w tym mieście nie znał cię wcześniej to dziś lub już wczoraj to się zmieniło! Wszyscy o tobie mówią. W jakim świecie ty żyjesz? – wrzeszczała
            Zamilkłam.
            Grzebiąc frytką w ketchupie zaczęłam się zastanawiać. Może ona ma rację? Pete zawsze był zazdrosny, o byle co i potrafił zrobić z tego niezłe zamieszanie. Właśnie tego się bałam i dlatego mu nic nie mówiłam. Może faktycznie powinnam była?
TEGO SAMEGO DNIA, WIECZOREM
            Po zajęciach odczytałam wiadomość od Pete’a. napisał, ze musi dłużej zostać w szkole, więc nie odwiezie mnie do domu.
            Z jednej strony mi nawet ulżyło. Przez to, co Mel mówiła tego dnia na stołówce, bałam się, że jeszcze ktoś mu powie o tym cholernym spotkaniu w ramach przeprosin zanim ja to zrobię.
            Nie miałam nic do ukrycia. Nic się przecież nie wydarzyło. Cierpliwie czekałam aż usłyszę motocykl podjeżdżający pod dom. Dziwnym ruchem przerzucałam komórkę z reki do ręki. Może jednak trochę się bałam? Obawiałam się jego reakcji. Wiedziałam, że może wybuchnąć i nie słuchać mnie tylko układać swoją wersje wydarzeń i jej się trzymać.

            W korytarzu rozległ się dziwię ludzkiej dłoni uderzającej o drewniane drzwi.
            Pobiegłam szybko na dół i otworzyłam.
            - Dobry wieczór, piękna pani – przywitał mnie tym uroczym uśmiechem i czarującym spojrzeniem patrząc na mnie z dołu – to dla ciebie – uśmiechał się nieustannie podając mi czerwoną różę.
            Na chwilę zapomniałam o otaczającym nas świecie. O moim zdenerwowaniu. Jego zachowanie wprawiło mnie w niesamowicie dobry humor.
            - Zostajemy dziś u ciebie? – zapytał zdezorientowany, niepewnie trzymając palce na zapięciu skórzanej kurtki.
            - A nie będzie ci to przeszkadzało?
            - No coś ty – uśmiechnął się szeroko i zdjął kurtkę.
            Od razu wszedł ze mną do kuchni i przygotowywaliśmy coś do przekąszenia.
            - Chciałabym ci o czymś opowiedzieć… - zaczęłam niepewnie
            - Słonko.. – musnął mój policzek – ale to jak pójdziemy na górę, dobrze?
            - Tak, oczywiście.. – westchnęłam.