piątek, 17 lutego 2012

12.


- Cześć, mała. – powiedział cichym, jakby zagubionym głosem. Był bardzo niepewny siebie, co było do niego kompletnie nie podobne. Dobra, wtedy akurat w dupie miałam to, jak się zachowywał. Był. Wrócił. Stał przede mną dokładnie ten sam. Oczy mi się momentalnie zaszkliły. Te wszystkie uczucia, które do niego kiedyś żywiłam, wróciły. Nawet nie byłam już na niego wściekła.
- Co ty tu robisz? – starałam się powiedzieć to tak, żeby nie wyjść na załamaną wariatkę – myślałam, że… - uciekłam na chwilę wzrokiem – wyjechałeś. – warknęłam.
- Bo tak było. – popatrzył na jeden z domów, które nas w tamtej chwili otaczały – kto ci o tym powiedział?
- Nowi lokatorzy waszego domu. – mój głos stał się pełen wyrzutów i złości – jak mogłeś? Tak po prostu? Bez słowa powiadomienia? – mogłam i miałam ochotę wypytać i wywalić z siebie wszystko co miałam mu za złe.
- Przepraszam, ale nie mogłem… dokładnie tak samo, jak nie możemy już być ze sobą. – mówił niskim głosem patrząc mi w oczy.
- Myślisz, że chciałabym nadal z tobą być po tym co zrobiłeś i jak mnie potraktowałeś? Nie, dzięki. – nie mogłam od niego wzroku, zawsze tak bardzo podobały mi się rysy jego twarzy. Wyraźne kości policzkowe, duże, ciemne oczy, pełne usta… Stop. Destiny, nie teraz.. nie czas na takie przemyślenia.
- Może to lepiej… - spuścił wzrok – nie chcę żebyś mnie nienawidziła, ale to chyba jedyny wyjście, jedyny sposób żebyś o mnie w pewnym stopniu zapomniała.
- Kompletnie cię nie rozumiem, Pete. Nie zależy ci ani trochę? Po takim czasie? Przecież znamy się tak długo.. wychodzi na to, że jesteś cholernym kłamcą i dupkiem.
- Wiedziałem, że o to zapytasz. Destiny, nie mogę rozmawiać w ten sposób. Uwierz mi, tak będzie lepiej dla ciebie. Źle czułem się z tym, że tak nagle cię zostawiłem wyjechałem tak po prostu. To wyszło tak spontanicznie, nawet bez żadnego, ustalonego planu. Mała, zrozum. Teraz ułożysz sobie Zycie beze mnie – chciał pocieszyć mnie swoim uśmiechem? Dobra, był czarujący i wspaniały, ale sorry Marshaw. Widzę, że fałszywy. Ujął moją twarz w dłonie – nie odpowiem na twoje pytania bo jesteś cholernie uparta i nie odpuściłabyś.  – powiedział to tak, że nawet przez myśl mi nie przeszło, że może to być obraźliwe w pewien sposób – po prostu tak będzie dla ciebie lepiej, to wszystko nie stało się bez powodu i zostań, proszę, przy tej wersji. – pocałował moje czoło po czym, już bez uśmiechu, ominął mnie i odszedł nie reagując na moje wołanie.
Stałam osłupiała i patrzyłam jak wysoki blondyn w czarnej kurtce znika z pola mojego widzenia. Odwróciłam twarz w stronę zachodzącego już słońca kiedy Pete zniknął za zakrętem i nie mogłam go już widzieć. Skąd on się tu wziął? Gdzie poszedł? Mam mu wierzyć? Zobaczę go jeszcze? Pytania krążyły po mojej głowie, teraz to on był głównym tematem moich przemyśleń. Odwróciłam się i ruszyłam przed siebie wkładając słuchawki do uszu.
Zaczęłam uświadamiać sobie, że ta moja, wcześniej niewytłumaczalna, wściekłość była po prostu tęsknotą. Nadal nie mogłam wyobrazić sobie, jak to będzie bez niego. Popełnił błąd, ale przecież wszystko można wybaczyć, wcale nie musiał starać się aż tak bardzo. Tęskniłam za nim. Brakowało mi go. Kochałam…
Moment, w którym chciałam odpocząć, zamienił się w godziny przemyśleń nad każdą z otaczających moją osobę okoliczności, niezbyt miłych swoją drogą. Oczywiste, że nie miało to żadnych pozytywnych skutków. Jedynie pogrążyłam się jeszcze bardziej, ale widocznie tak musiało być, musiałam cierpieć. Żadne starania nie przyniosły uwolnienia od powodów smutku. Zrobiło się o tyle łatwiej, że nie musiałam już ukrywać tego przed Melanie. Mówiąc ‘tego’ mam na myśli rozwód rodziców, pseudo plakaty, seksu z Justinem.. a co z Petem? Nie byłam pewna czy poinformowanie jej będzie dobrym wyjściem.
Ciekawe było jedynie to, że pech zaczął mnie prześladować odkąd obok mnie zaczęła kręcić się mała Carmen.

Wieczorem, kiedy wróciłam do domy, szybko zorientowałam się, że krzyki rodziców nie ustały. Mama darła się z kuchni, a tata odpowiadał z kanapy w salonie. Od kilku dni kłócili się dosłownie o wszystko. Teraz pewnie poszło o źle włożony talerz do zmywarki.
Przemknęłam się przez fale wrzasków drażniące moje uszy i szybkim krokiem uciekłam na górę. Kiedy weszłam do pokoju, szybko cofnęłam się rzucając torbę na podłogę.
- Daniel? – wytrzeszczyłam oczy widząc mojego brata z mała na kolanach siedzących na moim łóżku – co wy tu, kurde, robicie? Chcesz żebym dostała zawału? O ile dobrze się orientuje, to mój pokój. – nawet nie miałam siły się denerwować.
- Wybacz, siostra. Twój pokój jest najbardziej oddalony od schodów, więc nie słychać…krzyków. – czyżbym słyszała nutkę rozpaczy w jego głosie? – mała się boi, a po za tym chciała, żebyś jej coś narysowała.
- Danie, dobra. Przestań się tłumaczyć. Póki nie grzebiesz mi po rzeczach, możesz tu być. – kucnęłam przy Marie – boisz się? – pytałam cicho obserwując jak w odpowiedzi mała kiwa głową – chodź do mnie – wzięłam ją na ręce i usiadłam przy biurku sadzając Marie na kolanach. Zainteresowałam siostrę kartką i pudełkiem kredek zerkając na brata, który się w nas wpatrywał.
- A ty młoda? Jak się trzymasz? Cos ostatnio nie przychodzić pogadać ze starszym braciszkiem. – dobiegł do mnie niski głos mojego brata. Nawet się szczerze uśmiechnęłam. Może to dziwne, ale ja i Daniel prawie w ogóle się nie kłócimy, a jeśli już to dla żartów. Zawsze mu się zwierzałam i tylko on potrafił mnie w pełni zrozumieć. Od niedawna i on mi się zwierza, no cóż wcześniej nie byłam na tyle doświadczona żeby zrozumieć pewne sprawy, po za tym byłam naprawdę nieznośną gówniarą, więc pewnie nawet nie łudził się by zapytać mnie o coś, tak na poważnie. W zasadzie to dopiero od niedawna zaczęłam go doceniać, to, co on robi dla mnie od zawsze.
- Jakoś… - odparłam rysując kolejnego stwora z wyobraźni mojej młodszej siostry.
- Chodzi o tego Pete’a, tak? Siostra, odpuść gnoja. Będzie jeszcze niejeden.
- Nie tylko o niego, Daniel. Ostatnio wiele się wydarzyło, narobiłam wiele głupot. – odparłam.
- Może mi opowiesz, hm? Zrobi ci się lżej na sercu. – przekonywał swoim przesłodkim uśmiechem i przekonał. Nagle, bez żadnego wahania wstałam z krzesła zostawiając Marie z rysunkami i usiadłam na łóżku, obok brata krzyżując nogi. Jednym ruchem sięgnęłam małą, różową poduszkę i tuląc ją do siebie zaczęłam mu wszystko opowiadać bez żadnego oporu lub zażenowania. Wyjaśniłam każde zdarzenie bardzo dokładnie, bynajmniej z mojego punktu widzenia tak było. Dowiedział się o wszystkim, co wydarzyło się w przeciągu ostatnich kilku dni. Faktycznie, zrobiło mi się znacznie lżej, nawet lepiej niż kiedy opowiadałam to samo Melanie.
- I ani sowa rodzicom o Justinie, a najlepiej to o niczym. – warknęłam patrząc w czekoladowe oczy Daniela, który nadal patrzył na mnie z dużą uwagą.
- Nie no, jasne. Nic nie powiem. – otrząsnął się – niegrzeczna się robisz. – uśmiechnął się ironicznie – nie sądziłem, ze ty tak wcześnie.. no wiesz.. – podrapał się po głowie – ten teges.
- Daniel… z resztą, to chyba rodzinne – odpowiedziałam patrząc na niego znacząco.
- Sugerujesz coś? – udał głupiego.
- A jak myślisz?
- Dobra. Już nic nie mówię na ten temat. – parsknął uciekając wzrokiem. Doskonale wiedział, że zrobił to samo w bardzo zbliżonym wieku i chociaż dla niego, jako faceta, znaczy to mniej to w oczach rodziców wygląda tak samo i powinien się cieszyć, że nie puściłam pary z ust.
Po chwili jednak roześmiał się i dodał – nie wierzę! – śmiał się – ale no… tak na poważnie to nie przejmuj się tym tak. Czasu nie da się cofnąć, a poza tym świat się nie zawalił i nie zawali, nie z tego powodu. Głupsze rzeczy ludzie robią. Czas przyzwyczai cię do wszystkiego no i unikanie ludzi nie jest dobrym rozwiązaniem. – patrzyłam się na niego dokładnie wysłuchując jego słów. Jakkolwiek by się nie upierała, on i tak miał racje. Może i za bardzo się tym wszystkim przejmowałam? Chociaż jak tu olać to wszystko, przecież się nie da. Facetowi to jednak wszystko jedno, rozumiał mnie. Albo starał się zrozumieć. No, a jeśli mój brat jednak nie rozumie tego jak ja się czuje teraz? Wcześniej nie byłam w takiej sytuacji. W końcu on jest facetem, a oni na pewne rzeczy patrzą inaczej.
Miałam wrażenie, że powinnam wszystkich przeprosić. Po rozmowie z Danielem odniosłam wrażenie, że robiłam z siebie ofiarę, a przecież sama byłam sobie wszystkiemu winna. Nie Justin, nie Carmen, tylko ja.
Z bratem spędziłam resztę dnia. Po ‘poważnej’ rozmowie odrobił za mnie kilka zadań z matematyki, które uważał za proste i potem, jak to on, zaczął mi dokuczać żeby poprawić mi humor i żebym, jak to powiedział ‘ jutro wstała z pozytywnym nastawieniem ‘. Żeby chociaż było trochę bardziej pozytywne, to byłoby dobrze. W każdym razie do pocieszania się nadawał. Powoli przestawało mnie dziwić dlaczego ma tylu znajomych. Chociaż w jego przypadku jest tak, że ludzie ufają jemu, ale on nie ufa ludziom, dlatego ma tylko jednego, prawdziwego przyjaciela no i mnie.
NASTĘPNEGO DNIA
Carmen, która poznałam jakiś tydzień temu, zniknęła. Nie była już taką milutką, małą dziewczynką, stała się dosłownie wredną zdzirą, której wcześniej nie mogłam w niej rozpoznać. Nadal trzymała się ze mną, ale to nie zmienia tego, jaka była. Stała się tak pewna siebie, że aż rzygać się chciało na jej widok. Zadzierała nosa i nie robiła tym sobie dobrej opinii.
Podczas przerwy obiadowej znowu nie znalazłam się na stołówce. O dziwo, tego dnia nie widziałam ani Justina, ani Melanie. Każdą przerwę spędzałam z Carmen, która uwielbiała dręczyć pierwszoklasistów i nawet żadnego z nich nie widziałam. Akurat podczas tej, jednej przerwy miałam spokój.

- Wiedziałam, że przyjdziesz. – zadrżałam słysząc znajomy głos z wyższego poziomu schodów ewakuacyjnych. Uniosłam głowę i zobaczyłam Melanie wpatrującą się we mnie  z ciepłym uśmiechem i Justina, który stał tuż za nią.
- Nie wiedziałam, że tu będziecie. – powiedziałam cicho siadając na najwyższym ze stopni.
- Porozmawiasz z nami? – cały czas czułam na sobie wzrok przyjaciółki.
- O czym? – podniosłam na nią wzrok znad zeszytu.
- Justin widział Pete’a, z tobą. – nagle jej mina stała się bardzo poważna.
- Czy ty musisz się we wszystko wtrącać? – warknęłam na chłopaka patrząc złowrogo w jego kierunku – no, widziałam się z nim, i co? Zabronicie mi tego? Przywiążecie mnie do drzewa?
- Destiny, uspokój się. Po prostu myślę, że mogłabyś mi mówić o takich rzeczach chociażby dlatego, że się przyjaźnimy.
- To lepiej nie myśl, Mel. Skoro uważasz, że nie powiedziałabym ci o tym, to wielkie dzięki za zaufanie. Do spotkania doszło ledwie wczoraj! Mam dzwonić co minutę? A może będziesz tak łaskawa i dasz mi pięć minut poza kontrolą?
- Destiny! Mogłabyś się uspokoić i porozmawiać ze mną normalnie? Tak, jak zawsze to robiłaś? Co się stało, hm? Dlaczego tak się unosisz?
- Dajcie mi oboje święty spokój! Śledzicie mnie? To teraz wasze hobby?
- Destiny, twoja przyjaciółka nie jest niczemu winna. – rozległ się głos Biebera – pojechałem wczoraj za tobą, chciałem po prostu być pewien, że wrócisz do domu, że nic ci nie odbije. Wtedy, kiedy chciałem już zawrócić, ty wybiegłaś z domu, miałaś łzy w oczach. To był impuls..
- Daj sobie siana, Bieber. Nie potrzebuje trzymania za rączkę – oznajmiłam oschłym głosem po czym wstałam i zbiegłam w dół schodów.
____________________________

Cześć wszystkim! 
Ostatnio was trochę przybyło, dlatego chciałabym abyście się zweryfikowali.  Każdy z was, kto prowadzi bloga z opowiadaniem, doskonale wie, jaką robotą jest powiadamianie. Oczywiście, nie chcę na to narzekać, broń mi Panie Boże, aczkolwiek chodzi o sam fakt, że często wysyłam osobom ,które nie czytają i jest to jedynie strata czasu. W związku z powyższym chciałabym abyście dały mi znak, że tu jesteście i czytacie to opowiadanie. Macie do wyboru albo zapisać się do obserwatorów na samym dole strony lub po prostu napisać w komentarzu :) Za wszelkie fatygi bardzo dziękuję, każda opinia dotycząca rozdziału także mile widziana :) 
Co do kolejnego rozdziału to postaram się go napisać w weekend, który własnie nadszedł gdyż wtedy mam najwięcej czasu kiedy mogę usiąść i się nad tym skupić bez obawy, że ktoś mnie rozproszy, a dodam najprawdopodobniej w tygodniu :) 
Za wszelkie błędy stylistyczne, interpunkcyjne czy ortograficzne bardzo przepraszam. Proszę o zrozumienie, że przepisuje rozdziału z zeszytu, jest to monotonne, nudne i nie znoszę tego, ale potem już nie mam siły żeby czytać to po raz kolejny :) 
Wyjaśniłam wszystko? Chyba tak, jeżeli macie jakieś pytania, piszcie śmiało :) Widzimy się przy następnym poście! 
xoxo, ~Ms. M