piątek, 3 sierpnia 2012

24.


Kiedy wysiadłam z samochodu, od razu poczułam podmuch gorącego powietrza i zapragnęłam wrócić do samochodu z klimatyzacją. Rozejrzałam się po okolicy nieco speszona. Same piękne, okazałe domy. Spojrzałam do tyłu, jakby chcąc ocenić jak daleko jesteśmy od domu. Jechaliśmy cały dzień i noc. Cholera, kiedy to minęło? Czyżbym tak długo potrafiła spać w samochodzie?
- Przestaw zegarek. – usłyszałam głos kogoś, kto musiał podejść kiedy gapiłam się za siebie. Podniosłam wzrok na brata i zmieszałam się okropnie, mimo że to chyba miała być forma żartu. Spojrzałam po sobie, przecież nie miałam żadnego zegarka. Znowu zwróciłam wzrok na Daniela tym razem z wyraźnym pytaniem wypisanym na twarzy.
- Jesteśmy bardzo daleko od domu, kwiatuszku. – z nikąd zjawił się obok mnie mój tata. Objął mnie ramieniem i wskazał na jeden z wielkich budynków, które kojarzyły mi się z domami gangsterów z filmów. – Dawnego domu. Teraz to będzie twój dom. Szukaliśmy odpowiedniego, a jednocześnie podobnego miejsca. Zawsze lubiłaś, kiedy pogoda dopisywała, tu masz to zagwarantowane.
- Gdzie jesteśmy? – zapytałam krzyżując ręce na piersiach i zwracając niepewny wzrok w kierunku ojca.
- W moim domu. – odezwał się trzeci, znany, męski głos. Tym razem dochodził zza moich pleców. – Des, to LA. Mieszkam kilka ulic stąd.
Rozejrzałam się dookoła ponownie wstrzymując oddech z niewiadomych powodów. Wydawało mi się, a raczej coś mówiło mi, że chcę coś powiedzieć, ale nie wiedziałam co. Drugim powodem, dla którego się nie odezwałam była jakaś wewnętrzna blokada, która nawet nie pozwalała wypuścić zaczerpniętego powietrza. Kiedy udało mi się już odetchnął ponownie się rozejrzałam i… JAK CUDEM ZNALAZŁAM SIĘ WE WNĘTRZU DOMU?
Momentalnie stanęłam jak wryta i nerwowo się rozejrzałam. Leżałam, nikogo dookoła mnie nie było. Otaczało mnie ogromne wnętrze przypominające salon w starym domu. Co jest do cholery? Podniosłam się powolnie i podparłam na łokciach czując ucisk w głowie. Rozglądałam się w poszukiwaniu kogoś, kogokolwiek. Miałam już łzy strachu w oczach kiedy w drzwiach pojawił się Daniel, rzucił coś, co miał dłoniach na najbliższą szafkę i podbiegł do mnie.
- Ale nas przestraszyłaś. Mała, nie rób tak więcej. – stanął nade mną, a w jego oczach malowało się coś na kształt przerażenia, bólu? Sama nie byłam pewna, ale czego ja byłam pewna?
- Co się stało? – zapytałam kiedy udało mi się już wydobyć z siebie jakiekolwiek dźwięki. Brat uniósł mnie lekko i usiadł tak, by ułożyć sobie moją głowę na kolanach.
- Zemdlałaś. A dlaczego, to nie wiem. – mówił spokojnym głosem, ale była w nim jakaś inna nuta której nie mogłam rozgryźć, albo to mój umysł płatał mi figle. – Znaczy.. nie wiem, czy to dobrze określiłem. Byłaś taka nieprzytomna, ale szłaś z nami i odpowiedziałaś na pytanie, dopiero po przekroczeniu progu upadłaś.
- Jakiego pytania? – nie udałam zdziwienia, ale sama byłam zdziwiona tym zdziwieniem, które pojawiło się we mnie po tym, jak Daniel wspomniał o tym, że odpowiedziałam na jakieś pytanie. Pamiętałam tylko, jak Justin powiedział, gdzie jesteśmy.
- No, przecież tata zapytał, czy chcesz wejść i zobaczyć dom. Odpowiedziałaś, że tak i nawet spróbowałaś się uśmiechnąć, ale mnie na to nie nabierzesz, siostro. Nie wymuszaj na sobie nic, co ci ciąży, ok.? – wtedy zastygł na moment i spojrzał na mnie poważnie – Moment, to ty nie pamiętasz jak odpowiadałaś na pytanie? Byłaś otępiała, ale nie sądziłem, że aż tak.
Nie odpowiedziałam. Patrzyłam na niego pustym wzrokiem.
- Chryste Panie, mała.. – pogłaskał mnie po głowie – wszystko będzie w porządku, obiecuje ci to.
Wtedy znowu ktoś wszedł do pokoju. Nie widziałam kto, cierpliwie czekałam aż zjawi się przy nas, albo odezwie.
- Des? – musiałam mieć zamknięte oczy, bo takie pytanie nie pada bez powodu – Już lepiej? – troska w głosie Justina wydała mi się bardzo słodka, ale jednocześnie wywoływało to we mnie przymus, aby przypomnieć sobie, czy zawsze się tak zachowywał, czy to tylko z litości.
Kiwnęłam głową.
- Chcesz iść do swojego pokoju? – patrzył na mnie tak, jakby chciał wyłapać każdy mikro-ruch, ale nie było to dla mnie pod żadnym względem uciążliwe.
- Mam swój pokój? – palnęłam pytanie godne guru debili.
- A co myślałaś, głuptasie? Aż tak ci wygodnie na tej kanapie? – uśmiechnął się tak serdecznie, że ból wywołało u mnie to iż ja tak nie mogę. Chciałam, żeby zobaczył to samo na mojej twarzy.
Daniel pomógł mi podnieść się do pozycji siedzącej, a potem pozwolił Austinowi zaprowadzić mnie na górę. Na odchodnym powiedział, że odwiedzi mnie za jakiś czas.
Pokój wyglądał niemal tak samo, jak w poprzednim domu. Był po prostu większy, więc meble były nieco inaczej ustawione.
Justin wypuścił mnie z objęć (całą drogę trzymał mnie, jakbym miała spaść ze schodów), a ja od razu skierowałam się na łóżku i rozejrzałam się wokół.
- Wygląda tka samo. – stwierdziłam głośno.
- Tak, twoich rzeczy nie śmieliśmy nawet tknąć. – znowu uśmiechnął się w ten sposób. Tym razem szybko odwróciłam wzrok, żeby nie wpaść w poczucie winy. Musiało być chłopakowi przykro, że uśmiecha się jakby sam do siebie, albo do posągu. Nieruchomego, marmurowego, zimnego posągu.
            Niewiadomo kiedy zjawił się i usiadł obok mnie. Popatrzył na mnie smutnymi oczami i wydawało się, że nie wie co ma zrobić.
- Chcesz się przespać w normalnym łóżku? – zapytał niemalże już wstając z miejsca.
- Nie chcę być sama. – tak bardzo cisnęło mi się to na język, że myślałam, iż nie wytrzymam i wejdę mu w słowo. Gdyż myślałam, że Justin za moment wstanie i wyjdzie, odruchowo złapałam jego nadgarstek. Pewnie nie był to tak mocny uścisk jakim mi się wydawał, ale na pewno to poczuł.
- Destiny, uspokój się. – przestało wydawać mi się, że zaraz wyjdzie. Może dlatego, że przesunął się dalej, w głąb łóżka. Złapał mnie za rękę. – Nie będziesz sama, nikt cię tu samej nie zostawi. Jeśli nie ja, to twój brat, albo tata.
Odwróciłam wzrok i wolną rękę zacisnęłam w pięść ledwie panując nad swoimi ruchami.
- Hej, Des. Nie bój się. Boże święty, wszystko jest już w porządku. Nie denerwuj się. – złapał moją drugą rękę i trzymając je obie w bezpiecznym uścisku przysunął się bliżej.
Nie odzywał się przez chwilę, a ja na niego nie patrzyłam. Przysięgam, nawet na niego nie zerknęłam i nie mam pojęcia skąd wiem, że bez przerwy obserwuje mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Lepiej ? – usłyszałam jego głos docierający do mnie z daleka. Jakby był na drugim końcu okropnie ciemnego tunelu. Nadal jednak w jego głosie było mnóstwo troski i zmartwienia. Poczułam jego ciepłą dłoń na karku. Dopiero wtedy spojrzałam w jego stronę.
- Przepraszam..- głos mi się złamał – nie wiem co się dzieje, kto kim jest.. niczego nie wiem, nie potrafię się odnaleźć! – podniosłam drżący głos, ale efekt wcale nie był miły dla ucha.
Nie oderwał ode mnie wzroku ani nachwalę. Nagle poczułam jak jego dłoń zaciska się nieco mocniej na mojej szyi i przyciąga mnie w jego stronę. Sam lekko się przysunął przyciskając mnie do swojej piersi. Objął mnie tak, jakby chciał zamknąć w bezpiecznym miejscu i nie wypuszczać. Swój policzek przytulił do mojego czoła i zaczął mną lekko kołysać. Zamknęłam oczy i starałam się przestać płakać, znowu nie wiedziałam nawet kiedy to się zaczęło. Starałam się uspokoić, ale ilekroć na tym się skupiałam, było jeszcze gorzej.
Minęło spoko czasu zanim przestałam bez sensu szlochać i otarłam ostatnie łzy z twarzy. Justin okazał się bardziej wytrwały niż myślałam. W głębi duszy byłam pewna, że po krótkim czasie stwierdzi, że ma dość mnie-histeryczki i wyjdzie zostawiając mnie tu samą. A może to było takie moje przewrażliwienie spowodowane tym, że naprawdę bardzo nie chciałam być sama?
W każdym razie chyba tym razem postanowił nie prowokować kolejnego wybuchu z mojej strony żadnym słowem, pytaniem, czy stwierdzeniem bo nie odzywał się. Wcale. Ale też nie puszczał mnie. Jakby się zaciął, albo jakby jego ciało zdrętwiało na tyle, by nie mógł sam się rozprostować.
Lekko uniosłam głowę kiedy byłam pewna, że tymczasowo z moich oczu nie wyleci żadna łza. Od razu tego pożałowałam. Znaleźliśmy się przez to blisko, zbyt blisko. Zdezorientowałam się całkowicie. Kompletnie nie wiedziałam co się dzieje. Justin cały czas pochylał się nade mną, ale teraz pogłębił to nachylenie i wierzchem dłoni otarł mój policzek. Oparł swoje czoło o moje, a kiedy przymknęłam oczy, poczułam, że jego ciało się rozluźniło. Znowu położył dłoń na moim karku i trzymał ją w ten sposób, jakby po prostu nie chciał bym się odsuwała.
Nie chciałam otwierać oczu. Nie chciałam wiedzieć jak blisko jest.
Sama nie wiedziałam, czego chcę.
Poczułam, że się podnoszę. Zapomniałam o Bożym świecie zatracając się w myślach i nie poczułam kiedy Justin objął mnie w inny sposób i położył w innej części łóżka tak, bym głowę miała na poduszkach. Nie musiał przenosić mnie daleko, dlatego też sam nie zszedł w tym czasie z łóżka.
Drgnęłam orientując się, co się ze mną dzieje i momentalnie usłyszałam szmer głosu chłopaka nad swoim uchem. Uciszył mnie, ułożył na łóżku po czym sam położył się obok nie zwiększając odległości nas dzielącej.
______________________________
Namęczyłam się, żeby go napisać, ale w końcu jest. Cały wieczór nad nim siedziałam o,o kompletny brak weny. W wolnym czasie włącze muzykę i zacznę zastanawiać się co tu moze się jeszcze wydarzyć. 
Kolejny będzie, kiedy najdzie mnie wena. (: 
A jak się wam ten podoba?
xoxo, ~ms.M