czwartek, 16 sierpnia 2012

25.


KILKA TYGODNI PÓŹNIEJ
- Daliśmy jej już wystarczająco dużo czasu, Daniel. Nic z tego. Nie żyj w złudnej nadziei, ona nie da rady. Dlaczego miałbym nie skorzystać z pomocy? Fachowej pomocy?
- Bo ona nie jest jakąś cholerną świruską! Nie moglibyśmy.. nie wiem, no chociażby wyjechać gdzieś na jakiś czas?
- A nie wyjechaliśmy? Oprócz nas, nie zna tu nikogo. To mało twoim zdaniem? Dobrze wiesz, że on polecił mi przeprowadzkę, no i policja. Wtedy nie miałeś nic przeciwko działaniu profesjonalisty.
- Wtedy jej nie leczył. Traktowałem go raczej z przymrużeniem oka. Byłem pewien, że nic więcej z jego strony nie będzie potrzebne. – oparł się o blat i schował głowę między ramionami.
- Przestań pieprzyć, kolego. Widzisz co się dzieje? Ona nie wychodzi z pokoju. Co dopiero myśleć o jej powrocie, a raczej rozpoczęciu życia? A szkoła? To nie będzie czekać wiecznie. Minął miesiąc, a z nią nadal nie da się normalnie porozmawiać. Nie uważasz, że to znak na to, iż sami sobie nie damy rady?
- Może i tak. Ale ona sama może sobie radę dać. Przecież tym pieprzonym „profesjonalistom”, jak ich nazwałeś, płaci się za nic. Oni tylko gadają, ona sama musi dojść do siebie.
- Ale my jej w tym nie umiemy pomóc.
- Justin sobie radzi.
- Nie wystarczająco. Dzwonię.
- Tato! – spojrzał na niego błagalnym wzrokiem, ale ojciec już postanowił. Wyszedł z kuchni, gdzie rozmawiali, z telefonem przy uchu.

_____________________________________________

Siedzieli w kuchni. Mimo wcześniejszego poczucia pewności ojca, teraz wcale nie wyglądał tak pewnie, jak wcześniej. Czekali na pomoc, jakiej potrzebowali. Nie wiedzieli, jak to wszystko będzie wyglądać, jak przyjmie to Destiny. Jak się zachowa? Co z nią dalej będzie? Czy będzie w ogóle sobą? Nie było innych pytań, jakie krążyły trzem mężczyznom po głowach. Wszystko w ostatnim czasie kręciło się wokół tej dziewczyny. Kochali ją, chcieli dla niej najlepiej, lecz po tym, co przeszła, nie mogli się z nią dogadać. Prawie w ogóle nie mówiła, nie wspominając o wychodzeniu z pokoju. Nie wyrzucała ich stamtąd, ale nie wyrażała chęci przebywania w towarzystwie.
Ojciec rodzeństwa nie wiedział, co zrobić, aż do dnia kiedy to jego córka zaniosła się najgłośniejszym wrzaskiem, jaki kiedykolwiek wydobył się z jej gardła. Mógł nawet ten wrzask nazwać najgłośniejszym, jaki kiedykolwiek słyszał.
To był środek nocy. Wszyscy spali, nawet Justin po raz kolejny zasnął na warcie przy Destiny. Leżał obok niej, ale nic nie zapowiadało się na eksplozję z jej strony. Kiedy rozległ się krzyk, w całym domu jakby czas się zatrzymał. Był tak długi i tak głośny, że nie można było go znieść. Przechodząc z jednej granicy do przeciwnej, po wszystkim zapadła grobowa cisza. W tym czasie wszyscy znaleźli się w sypialni nastolatki. Siedziała skulona, drżała od płaczu otulona ramieniem Justina, który lekko kołysał ciało dziewczyny. Chłopak podniósł  wzrok na dwóch mężczyzn stojących przy łóżku, pokręcił głową, jakby porozumiewając się z nimi. Wtedy zamarli i wpatrywali się w nią współczującymi oczyma. Miewała sny, koszmary, wspominające te okrutne dni spędzone w tamtym miejscu. Teraz nawet nikt nie odważyłby się napomknąć o czymkolwiek, co mogłoby jej przypomnieć tamte wydarzenia, ale od własnych wspomnień uwolnić jej nie mogli. Dlatego, dochodząc do takich wniosków, opiekun dziewczyny, zdecydował się na pomoc fachowca.
Zlekceważył strach kiedy na piętrze rozległ się dzwonek do drzwi, a on musiał je otworzyć, a raczej nie mógłby zrobić tego będąc odrętwiałym z powodu natłoku myśli. Wzięło go na rozważania. Teraz, kiedy nie mógł już cofnąć tego kroku, zaczął rozmyślać, czy aby na pewno dobrze zrobił.
Przywitał gościa, niby to serdecznie i z uśmiechem, ale mieszkańcy tego domu wykształcili w sobie bardzo dobrze taką umiejętność maskowania tego, co naprawdę w nich siedzi. Wszyscy byli przerażeni tym, co miało nastąpić.
Kiedy zaprosił gościa do salonu, a dwaj, młodsi, podążyli zaraz za nimi, wszyscy wyglądali niemal jak ludzie w orszaku pogrzebowym. Usiedli i spojrzeli na doktora, kiedy ten wyjmował zeszyt i długopis.
- Przejdźmy od razu do rzeczy. – odezwał się mierząc wzrokiem każdego po kolei – mówiłeś, że masz jednego syna.. – zmieszał się, ale nie na tyle by był wytrącony z równowagi.
- Bo mam. Justin – wskazał na najmłodszego z otoczenia – to przyjaciel córki.
- Rozumiem. Dobrze, w takim razie, do rzeczy. Mam zamiar przedstawiać wam i analizować każde posunięcie, jakie będzie w planach. Mówiłeś coś o koszmarach w nocy? Czy ona ma problemy ze snem, czy to tylko jednorazowe wyskoki?
- Raczej przewlekłe. Każdej nocy ktoś z nią jest, sama boi się zostać, wtedy jest jeszcze gorzej.
- Gorzej?
- Tak, wtedy nawet nie zaśnie. Wiesz, kiedy ktoś jest obok, tylko budzi się w nocy, majaczy przez sen. Ale zasypia.
- Ah.. w porządku. A co z trybem życia? Wiem tyle, że nie wychodzi z pokoju.
- Rzadko je, w zasadzie to trzeba w nią wpychać i jednocześnie uważać, żeby nie zwróciła tego tak szybko, jak tylko połknie. W zasadzie to nie robi nic oprócz leżenia i płakania. Czasem szuka czegoś w Internecie, ale żadnemu z nas się nie zwierzyła z tego, o co z tym chodzi.
- Dobrze, chyba będę musiał teraz z nią porozmawiać. – spojrzał na nich niepewnie znad swojego zeszytu.
Daniel i jego ojciec od razu skierowali zdecydowane spojrzenia na Justina. Zadzwonili po niego właśnie po to, by poinformował Destiny o tym, kto do niej przyszedł. Miał z nią najlepszy kontakt, jeżeli już najwięcej się odzywała, to zawsze do niego.
Z nieco zrezygnowaną miną i nutką irytacji w oczach, Justin wstał z miejsca.
- Proszę za mną. – burknął niechętnie, co wcale nie zabrzmiało niegrzecznie i poszedł przodem. Kiedy już byli przed drzwiami pokoju nastolatki, Justin położył dłoń na klamce i zatrzymał się. – Niech pan się trzyma z tyłu, póki co. – oznajmił cicho – wolałbym, żeby nie nastąpiła kolejne „eksplozja”. To trudne do okiełznania.
Lekarz skinął głową na zgodę po czym oboje weszli do środka.
- Des? – Justin podszedł do łóżka od strony, w którą zwrócona była twarz dziewczyny. Usiadł na brzegu, popatrzył na nią przez chwilę. Nawe nie drgnęła. Przesunął wierzchem dłoni po jej policzku i nachylił się nad nią delikatnie – Kwiatuszku, masz gościa. Zgodzisz się z nim porozmawiać?
Dziewczyna zamrugała, nieco zdenerwowana i przestraszona. Spojrzała na Justina z niepokojem nadal się nie ruszając.
- Kto to?
- Ktoś, kto może ci pomóc. – nachylił się nad nią jeszcze bardziej nie przestając głaskać jej po policzku.
- Nie potrzebuje pomocy.
Chłopak nie mówił nic przez chwilę. W międzyczasie zerknął na doktora, który cierpliwie im się przyglądał wsłuchując w rozmowę, jeżeli można to określić tym mianem.
- Mam z tobą zostać? – w końcu odezwał się znowu patrząc na Destiny.
Lekarz zrobił krok w ich stronę po to by Justin go zauważył. Kiedy na niego spojrzał, ten pokręcił znacząco głową w geście przeczącym. Chłopak kiwnął głową w odpowiedzi i powrócił do przerwanej wymiany słow.
- Des, będę z twoim tatą i bratem na dole, dobrze?
Nie zareagowała. Zdarzało się to, wtedy brali to za odpowiedź przytakującą.
Chłopak zsunął się z łóżka i zrobił krok w tył nadal patrząc na dziewczyna, ona za to tępo wpatrywała się w pościel nie zwracając uwagi na otaczający ją świat. Spojrzał ponownie na mężczyznę oczekującego swojej kolejki i odszedł w kierunku drzwi niemal zahaczając gościa ramieniem.
Doktor patrzył na chłopaka kątem oka, dopóki nie zniknął za drzwiami. Dopiero kiedy usłyszał jak schodzi po schodach, podszedł do dziewczyny i przysunąwszy sobie krzesło spod biurka, usiadł przy łóżku.
Początkowo mało zainteresowana bieżącymi wydarzeniami, teraz szybko podniosła wzrok i nie rozpoznawszy postaci mężczyzny spojrzała na niego z takim strachem w oczach, że nikt w tym domu jej takiej jeszcze nie widział.
- Kim pan jest? – zaczęła cofać się powoli do przeciwnego skraju łóżka.
- Nie bój się, Destiny. Nic ci nie grozi. Nie skrzywdzę cię. – był opanowany na tyle, by wyglądać jak robot, albo postać z horroru.
- Co tu robisz? Skąd znasz moje imię?! – podniosła nieco drżący głos i a ni na moment nie spuściła wzroku z nieznajomego.
- Uwierz mi, nic ci nie zrobię. – odpowiadał, nie zadając jej pytań. Nie próbował podtrzymywać rozmowy. Przyszedł tu tylko po to, by zobaczyć, jak zareaguje. – Będę tak siedział, nie ruszę się ani o centymetr.
Patrzył na nią, ale kompletnie obojętnie, czasem nawet mówił do niej bez kontaktu wzrokowego. Jednak Destiny nadal się bała, wycofała się na drugi koniec pokoju i usiadła przy drzwiach. Nie zamierzała od razu wyjść, uciekłaby gdyby mężczyzna się ruszył. On dobrze o tym wiedział.
Nie drgnął, nawet nie poruszył palcem, dopóki dziewczyna nie zaczęła się uspokajać, a trwało to długo. Na ścianie, o którą opierała się Destiny, wisiał zegar. W momentach, kiedy na nią nie patrzył, patrzył właśnie tam. Minęły niecałe dwie godziny. Dopiero wtedy jej oddech zaczął się wyrównywać.
Mężczyzna domyślał się, że na dole trwa wzrokowe karcenie i mocne su7gerowanie by nie ważyć się nawet tu wchodzić. Jego doświadczenie było na tyle długie, by mógł domyślać się takich rzeczy. Jednak najbardziej ciekawiła go sprawczyni całego zamieszania. Na jej twarzy był wypisany wieczny strach. Zaczynał wątpić, czy jej rysy kiedykolwiek zaczną wyglądać normalnie. Kto wie, może z czasem i rysy twarzy mogą się przyzwyczaić do stosowanej mimiki. Skupiał się głównie na niej, dlatego, że na nią patrzył. Wnioskował różne opinie na jej temat i miał zamiar je sprawdzić zadając jej pytania, kiedy mu na to pozwoli. Jednak wiedział, że to potrwa długo. Może nawet przewiezie ją do kliniki? Patrząc po domu, w którym mieszka, będzie to klinika prywatna, jej ojciec nigdy nie zgodzi się na nic innego. Tego też był pewien, tak jak i tego, że nigdy od tej dziewczyny nie dowie się co się jej przytrafiło. Odkąd na nią spojrzał, wiedział, że nigdy nie będzie w stanie opowiedzieć komukolwiek tej historii.
Może to głupie, ale doktor myślał właśnie w ten sposób przyglądając się dziewczynie. Nigdy nie zastanawiał się jak ma z nią rozmawiał, wiedział, że dowie się tego, kiedy zacznie z nią rozmawiać, a to nie miało nastąpić szybko. Na początku musiał przyzwyczaić ja do tego, że teraz będzie się pojawiał. Nie miał zamiaru się w ogóle odzywać, ale musiał odpowiadać na jej pytania i to tak, aby jej nie przestraszyć.
- Jak długo zamierza pan tak siedzieć? – zapytała przyciskając kolana do piersi.
- To zależy od ciebie.
- Dlaczego?
- Bo to z twojego powodu tu jestem. Musisz przestać się mnie bać.
- Nie boję się.
Tak, właśnie o to mu chodziło. Był pewien, że wcale tak nie jest, ale wmawiała sobie właśnie to, że się nie boi. Osiągnął to, czego chciał.
- W takim razie, dowidzenia. – uśmiechnął się i wstał. Dziewczyna momentalnie podniosła się w błyskawicznym tempie z podłogi. Przygotowuje się do ucieczki – pomyślał i zaśmiał się w duchu mijając dziewczynę i wychodząc z pokoju. Usłyszał tylko jak Destiny znowu wskakuje do łóżka.
Na dole przywitały go ciekawe, a jednocześnie pełne ulgi spojrzenia. Uniósł kąciki ust na postać uśmiechu, a kiedy podszedł do nich, podniósł swoją teczkę i opierając ją o stolik, wsunął tam zeszyt.
- I..? – ojciec nie wytrzymał.
- Po mojej myśli.
- Odpowiadała panu? – zaciekawił się brat nastolatki.
- Pytała. – zaśmiał się – Nie rozmawiałem z nią, a jedynie odpowiadałem na wypełnione strachem pytania. Długo trwało zanim powiedziała coś kierowanego ciekawością, zamiast strachem, ale miałem na celu tkwić tam do tego czasu, więc cierpliwie czekałem.
- Pozwalał się jej pan bać? Nie mógł jej pan jakoś uspokoić?! – głos podniósł młody chłopak, który ewidentnie był kimś więcej niż przyjacielem, okiem psychiatry.
- Taka praca. – odparł – Muszę panów ostrzec, że długo potrwa ta terapia. Spodziewam się także mocnego buntu z jej strony, mogło się to odbyć już teraz, ale do niej jeszcze nie dociera co się dzieje.

Po wyjściu lekarza, Justin pobiegł na górę i cicho wszedł do sypialni dziewczyny. Nie wiedział co tam zastanie, ale pod wpływem impulsu, poczuł, że musi tam iść.
Kiedy podszedł do łóżka, szybko spostrzegł, że dziewczyna śpi, ale mógł być pewien, że tak nie jest. Wślizgnął się do jej łóżka, okrywając ją kołdrą. Pogłaskał ją po głowie, dając jej znak, że nie jest sama po czym przytrzymując czule podbródek Destiny, ucałował jej czoło i przytulił mocno do siebie.
________________________
Takie oto coś wychodzi kiedy nie mam weny, proszę to uwzględnić podczas oceny :D

xoxo, ~ms.M